piątek 21 czerwca 2024     Alicja, Marta, Alojz
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
Hanna Kaup BLOG

« powrót
Juliusz Kulesza „Julek”
Wyjęte z Internetu
eGorzowska - 13802_KcY2LNVOad2t2zvZgJC.jpgJuliusz Kulesza „Julek” 19 maja skończył 96 lat.

Nazywam się Juliusz Kulesza, pseudonim „Julek”, żołnierz Armii Krajowej w stopniu strzelca, szesnaście lat i trzy miesiące w czasie Powstania Warszawskiego.


Zanim dojdziemy do chwili wybuchu Powstania Warszawskiego, chciałbym pana zapytać, co pan robił przed wybuchem wojny? Gdzie pan mieszkał, z jakiej pochodził pan rodziny?

Pochodzę z przeciętnej warszawskiej inteligenckiej rodziny przedwojennej. Ojciec był na kierowniczym stanowisku w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, która to zresztą instytucja później też odegrała w moim życiu dużą rolę. Mieszkaliśmy w Warszawie i w Warszawie się urodziłem. Jestem chyba dość typowym przedstawicielem pokolenia międzywojennego, które otrzymywało tak zwane patriotyczne wychowanie. To było działanie zarówno domu, jak i szkoły. Jeśli chodzi o szkołę, to chodziłem do trochę elitarnej szkoły, wtedy się nazywała powszechna, dzisiaj się mówi podstawowa. Urodzony w 1928 roku, więc miałem jedenaście lat, jak wojna wybuchła. To była szkoła pani Heleny Chełmońskiej, która była bardzo zasłużona w pracy pedagogicznej jeszcze w tajnym nauczaniu. Tak że miała wysokie koneksje, do tej szkoły chodziły córki ministra Kwiatkowskiego wicepremiera, generała Schally, który był szefem kancelarii prezydenta Mościckiego na Zamku. Ta szkoła siłą rzeczy też szczególnie duży nacisk kładła na to, żeby to wszystko było w duchu patriotycznym, atmosfera była… Powiedziałbym nawet, że z pewnym patosem byliśmy wychowywani.
Jeśli chodzi o dom, to może jestem trochę nietypowy, o tyle że u mnie to patriotyczne wychowanie, jak to się dziś potocznie mówi, odbywało się przede wszystkim poprzez historię. Bo jako chłopiec kompletnie się nie interesowałem techniką, mnie nie obchodziły żadne nowe modele samochodów, co na ogół u moich rówieśników miało miejsce. W sposób prawie że maniakalny byłem zajęty historią. Oczywiście nie czytałem dzieł naukowych, ale pochłaniałem wszystkie powieści Przyborowskiego, Gąsiorowskiego, nie mówiąc o Sienkiewiczu. Tak że to, że dzisiaj wymienię z pamięci ponad pięćdziesięciu generałów Powstania Listopadowego, to nie dlatego że przez tych kilkadziesiąt lat ich poznałem. Wymieniałem ich już, mając dziesięć lat, przed wojną. Mnie szczególnie właśnie powstanie listopadowe fascynowało. Były to podwaliny do mojej przyszłej osobowości, to ponad średnie zainteresowanie historią.
Ale tu jest jeszcze rzecz ciekawa, że moje patriotyczne wychowanie, uczciwie mówiąc, miało wymiar ideologiczno-moralny. Natomiast gorzej był z praktycznym przygotowaniem do ewentualnej przyszłej służby. Na przykład nie byłem w harcerstwie. Bo byłem jedynaczkiem, w przekonaniu moich rodziców wpatrzonych we mnie, wątłym, ciągle bali się, że lada chwila umrę. Zresztą zrobiłem im straszny figiel, bo dzisiaj mając osiemdziesiąt lat coraz lepiej się czuję, a oni drżeli o mnie. To było nie harcerstwo, nie za wiele sportu, maminsynek wychowywany pod kloszem. Rekompensatą tego była moja postawa ideologiczna wynikająca z tego zamiłowania do historii.

Skąd brał pan wszystkie te książki? Kupował pan czy z bibliotek korzystał?
Kupowano mi, przede wszystkim wszystkie prezenty, jakie otrzymywałem, nawet gwiazdkowe, to wiadomo było, że to musi być Przyborowski, Gąsiorowski, Kraszewski i tak dalej. Zresztą mnie ta bardzo dawna historia mniej interesowała, czasy przedrozbiorowe, epoka królów. Mnie [interesował] właśnie okres powstań, kościuszkowskie, listopadowe, epoka napoleońska.

Czyli temat powstania był bliski pana sercu od dzieciństwa.
Dlaczego to w tej chwili podkreślam? Bo później będziemy mówić o Powstaniu Warszawskim, a dla mnie właśnie słowo „powstanie” miało magiczny wymiar, z powodu mojego dzieciństwa.

Ojciec miał świadomość i pana rodzina, że zbliża się wybuch wojny w 1939 roku? Czy przypomina pan sobie rozmowę na ten temat?
Wybuch wojny – wtedy mieszkałem na Żoliborzu. Pamiętam pierwszą walkę powietrzną nad placem Inwalidów, jaką nasi lotnicy toczyli z Niemcami. W zasadzie trudno powiedzieć, czy to było dla nas zaskoczenie, bo to wszystko wisiało w powietrzu już od wiosny 1939 roku. Z tym że wszyscy byliśmy, całe społeczeństwo, raczej dobrej myśli, że pójdziemy w głąb Rzeszy, a nie oni do nas. Rzeczywistość była inna.

Co robił pana ojciec w chwili wybuchu wojny?
Ojciec do momentu wybuchu wojny pracował w PWPW. Nie był młodzieniaszkiem, byłem dosyć późnym synem. Ojciec był urodzony w 1889 roku, więc był już panem po pięćdziesiątce, nie był w służbie wojskowej. Natomiast wspomniana PWPW, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, już wtedy o tyle odegrała pewną rolę, że chyba po tygodniu, jak się zaczęły większe bombardowania, to ojciec nas z Żoliborza, któregoś wczesnego ranka, jak jeszcze nie było nalotów, prawie po ciemku przeprowadził właśnie do Wytwórni Papierów Wartościowych, do schronu. Tam sporo ludności cywilnej się przechowywało. Zapamiętałem też ciekawe rzeczy, ciekawe opowieści z wojny wrześniowej, bo PWPW była punktem zbornym wówczas, dla wielu oddziałów z Armii Pomorsko-Poznańskiej, które się przebijały po bitwie nad Bzurą. Tam bardzo dużo wojska się pojawiło, oczywiście otaczaliśmy ich wianuszkiem, opowiadali, moczyli poranione nogi po wielokilometrowych marszach. To była wtedy dość niesamowita atmosfera i te przemówienia Starzyńskiego z głośnika nadawane! Doskonale pamiętam wrzesień 1939 roku.

Jaka atmosfera panowała w tym schronie? Rozumiem, że pan spędzał tam większość czasu.
Tak, właśnie bliskość żołnierzy, bliskość tego wojska, jakoś nam przybliżyła te wydarzenia.

Czy pamięta pan może, kiedy pierwszy raz zobaczył żołnierzy niemieckich w Warszawie? W jakich to było okolicznościach?
Pierwszy raz zobaczyłem dwóch Niemców, którzy szczerząc zdrowe, białe zębiska, dla żartu fechtowali się bagnetami. To było na ulicy Krajewskiego, Zakroczymska przechodziła w ulicę Krajewskiego pod wiaduktami, pod torami Dworca Gdańskiego, [to było] przejście na Żoliborz. Właśnie szedłem od Starego Miasta z PWPW na Żoliborz z matką czy z ojcem, już nie pamiętam i wtedy tak mnie poraziło to z bliska, ci dwaj Niemcy. […] W kontraście z naszymi żołnierzami, których widziałem wymęczonych po boju, pokrwawione owijacze, było to wojsko cofające się, to oni imponowali swoim świetnym ekwipunkiem, znakomitą tężyzną. Patrzyło się jak na wroga od razu, ale był to wróg, który budził respekt, szczególnie w takim smarkaczu jedenastoletnim czy dwunastoletnim.
Później pamiętam, już jak się zaczęła okupacja, te ich patrole krążące po Żoliborzu. Oni szczególnie na początku okupacji bardzo gęsto Warszawę patrolowali, chodzili po trzech, czterech. Mieszkałem przy placu Inwalidów, chodzili wokół tego placu, tak zwane sztrajfy, wtedy tak ich nazywaliśmy. To było coś w rodzaju lęku u takiego chłopca, bo to zależało też od indywidualności, jacy byli to ludzie. Pamiętam takiego, który miał straszną, drapieżną, sępią twarz. Cofniętą szczękę, długi haczykowaty nos i złe, przenikliwe oczy. Po prostu uciekałem wzrokiem od niego, mając dwanaście lat wtedy, a jednocześnie czułem do niego jakąś… może nienawiść to za duże słowo, ale coś w tym rodzaju.

Co się działo z pana ojcem w chwili upadku Warszawy, rozpoczęcia okupacji? Pracował dalej?
Tak, PWPW została przemianowana na Staats Druckerei, ale ciekawe, że nadal oficjalne druki firmowe były: Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Państwową dopiero po wojnie stała się, to była spółka akcyjna z [państwowym] udziałem. Można bez dużej przesady powiedzieć, że to była przechowalnia ludzi. Przed wojną, o ile pamiętam, to pracowało około czterysta czy pięćset osób, natomiast w czasie okupacji pracowało ponad dwa tysiące, a przecież zadania produkcyjne były te same, jeśli nie mniejsze. Znaczków pocztowych polskich nie było. Więc było na wielką skalę fikcyjne zatrudnienie. Wykorzystując to, że Niemcy mieli dwóch swoich Treuhänderów, czyli komisarzy, którzy nadzorowali to wszystko, ale oni nie panowali nad sytuacją. Cały średni personel, a nawet nie tylko, to byli Polacy. Zresztą późniejsza moja jednostka powstańcza, grupa PWB/17, to byli przede wszystkim ci pracownicy PWPW. Tam powstała ta grupa konspiracyjna, która zasilała pieniędzmi Armię Krajową. Wiele milionów wyprodukowano, to znaczy produkowano nie w samej PWPW. To było bardzo dowcipnie pomyślane, bo produkowano dosyć kiepskie imitacje banknotów w różnych zakładach na mieście.

Przepraszam, zanim pan zacznie opisywać – to jest bardzo ciekawe – to skąd pan posiada te informacje?
Jestem autorem ogromnej monografii „PWPW w Powstaniu Warszawskim”, osiem lat nad tym pracowałem, w czym pomogło mi to, że byłem pracownikiem tej wytwórni w czasie okupacji, synem pracownika i w ogóle w atmosferze, w gronie tych ludzi się wychowałem. Ogromnie miałem ułatwione [zadanie].

Tak, to bardzo ciekawe. W którym roku pan podjął pracę w wytwórni?

Ukończyłem podstawówkę na Żoliborzu w [1942] roku i zgodnie z zarządzeniem okupanta, trzeba było iść po skończeniu szkoły powszechnej do pracy. Mnie chcieli zatrudnić na Okęciu w fabryce silników czy jakichś samolotowych części. Ale właśnie PWPW wyreklamowała mnie, zresztą tu o tyle ułatwieniem było to, że miałem wyraźne predyspozycje rysunkowe. W ogóle jestem po warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wytwórnia mnie wyreklamowała na tej zasadzie, że im jest potrzebny praktykant rysownik litograficzny. Zacząłem pracę w rysowni, w dziale artystycznym, jako praktykant rysownik i pracowałem na tym stanowisku do wybuchu Powstania. To znaczy nie dokładnie do wybuchu Powstania, bo Niemcy, jak front wschodni już się zbliżał i zaczęła się ewakuacja urzędów niemieckich, [zakończyli produkcję]. Nawet był taki okres, że panika ich ogarnęła w końcu lipca, więc ta ewakuacja była w pewnym popłochu. Zaprzestano produkcji, trzeba przyznać, że oni byli solidni w tych sprawach formalnych, bo wszystkim pracownikom nawet dano jakąś odprawę w związku z zakończeniem produkcji. Ale do tego momentu byłem pracownikiem.

Czy ten cały czas mieszkał pan z rodzicami?

Tak, mieszkałem z rodzicami. Najpierw przed wojną mieszkaliśmy w domu mieszkalnym pracowników PWPW, blisko wytwórni, przy ulicy Rybaki. Później w 1938 roku przenieśliśmy się na Żoliborz, właśnie z powodów, o których mówiłem, że rodzice przerażeni, że coś u mnie z płucami, a Żoliborz to była dzielnica zieleni. Później tak się sytuacja na Żoliborzu ułożyła, że musieliśmy czmychnąć z tego mieszkania. To było mieszkanie pooficerskie, bo to była przedwojenna spółdzielnia mieszkaniowa oficerska, gdzie po prostu ojciec wynajmował mieszkanie.

Źródło i więcej:

https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/juliusz-kulesza,

19 maja 2024 21:09, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Absolutorium dla Prezydenta
Prezydent Gorzowa Wielkopolskiego Jacek Wójcicki otrzymał we wtorek (18 czerwca) absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu Miasta. Za udzieleniem absolutorium głosowało ... <czytaj dalej>
O hierarchii miast w lubuskim
Prezentacja wyników badania hierarchii funkcjonalnej miast w Polsce, przeprowadzonego przez Obserwatorium Polityki Miejskiej i Regionalnej IRMiR, ze szczególnym uwzględnieniem Lubuskiego, ... <czytaj dalej>
Badają miejskie parkingi
Z samochodów i pieszo prowadzone są badania zajętości gorzowskich parkingów. Specjaliści z firmy SystemEG z Wrocławia, wyposażeni w kamizelki odblaskowe ... <czytaj dalej>
Piknik Europejski w Gorzowie
Zapraszamy do Gorzowa na Piknik Europejski! Świętujemy 20-lecie Polski w UE. Marszałek Województwa Lubuskiego Marcin Jabłoński zaprasza na kolejny piknik z ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
Jakubiec Tadeusz Usługi Budowlane

ul. Witosa 15 m. 2, Gorzów Wlkp.
tel. 95 736 91 48
branża: Budowlane usługi - wykonanie pod klucz <czytaj dalej>
Usik Jarosław Usługi Ślusarskie

ul. Ptasia 29, Gorzów Wlkp.
tel. 609 318 809
branża: Metale - obróbka <czytaj dalej>
"Geomar" Mariusz Smarsz

ul. Paderewskiego 34 /11, Gorzów Wlkp.
tel. 668 115 396
branża: Geodezja - usługi, sprzęt <czytaj dalej>

Kalendarium eventów
« czerwiec 2024 »
P W Ś C P S N
     
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Walka o Gorzów, czyli teatrzyk manipulacji
Jesteśmy po pierwszym spotkaniu w związku z propozycją zmiany nazwy Gorzowa Wielkopolskiego. Odbyło się w auli AJP przy obecności ok. 70-80 osób. Ponieważ w mediach społeczościowych trwa ożywiona dyskusja między ... <czytaj dalej>
Bez korzeni nie zakwitniesz
Archiwa Państwowe oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej zapraszają uczniów klas 4-7 <czytaj dalej>
Kto zdobędzie mural dla szkoły
Murale Pamięci „Dumni z Powstańców” to ogólnopolski konkurs dla szkół <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - uniejow.jpg
admin ego:
Dlaczego Gorzów Wielkopolski
Warto mieć świadomość, co trzeba będzie zmienić w polskim prawie ... <czytaj dalej>
admin ego:
Związki Gorzowa z Wielkopolską
Jeszcze w sprawie przynależności Gorzowa do Wielkopolski. Ziemia na której był ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Bez makijażu?
5 maja obchodzimy Światowy Dzień Bez Makijażu, poświęcony promowaniu naturalnego ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Alkoholowa mapa Polski
Ponad 95 tys. pijanych kierowców zatrzymała policja w 2023 roku. ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_6967:
Grazia. To jest powracająca obsesja trwająca już kilkadziesiąt lat. . <czytaj dalej>
Anonim_4638:
Moje odczucia są zupełnie odwrotnie. "Żelbetonu", czyli zwolenników pozostania przy dotychczasowej nazwie (która nijak ma się do obecn <czytaj dalej>
Anonim_6819:
jak do młotków nic nie dociera <czytaj dalej>
Anonim_5148:
Zauważyliście, że ten gość powyżej zawzięcie dyskutuje z samym sobą :) <czytaj dalej>
Anonim_4245:
a kierunek bezpieczeństwo narodowe żeby po nim zostawac policjantem albo żołnierzem - to juz lepiej isc do szkólki policyjnej albo wojskowej i do <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej